Archiwalne adopcje

Dodano: 2008-04-01 19:52:32 ostatnia aktualizacja: 2008-06-07 23:30:51

Wstęp

Fundacja „Rottka” jest organizacją pożytku publicznego. Stworzona przez grupę zapaleńcow, miłośników psów rasy rottweiler. Na skutek wielkiej popularności, a nawet mody na te psy, która w latach 90-tych opanowała nasz kraj, mnóstwo przedstawicieli tej rasy trafiło do polskich domów. Hodowle i tzw. pseudohodowle, produkujące masowo szczenięta umożliwiały zakup pieska za niewielkie pieniądze. Nikt nie sprawdzał, do jakich warunków trafi pies, nie weryfikowano również umiejętności i wiedzy przyszłych właścicieli. Krótko mówiąc mnóstwo rottweilerów trafiało w ręce co najmniej nieodpowiednie. Niestety z czasem popularność ta zaczęła zbierać swoje żniwo. Wolontariusze fundacji „Rottka”, wielkim nakładem sił pracy i pieniędzy, nie tylko ratują porzucane rottweilery, ale pragną również przywrócić modę na rozsądne i odpowiedzialne posiadanie psa tej rasy.

Psy nie trafiają do naszych domów na skutek cudownych zbiegów okoliczności, a dlatego, że pragniemy je posiadać, mieć u swego boku. W naszych wyborach kierujemy się rozumem i wolną wolą. Kupując czy przygarniając psa jakiejkolwiek rasy musimy zmierzyć się we własnym sumieniu z naszymi możliwościami (w najszerszym tego słowa znaczeniu). Nie każdy bowiem będzie dobrym panem dla każdego psa. Wychowanie rottweilera, czy innego psa obronnego, wymaga konsekwencji i silnego charakteru, podanych we właściwych proporcjach z miłością i cierpliwością. Tylko od nas, ludzi, zależy jakie miejsce u naszego boku zajmą nasi mniejsi bracia. Pies nauczony kontaktu z dzieckiem, i dziecko, któremu wpojono szacunek dla psiej natury, stworzą zgrany i szczęśliwy duet. Jeśli ludzka ręka będzie dla psa synonimem pieszczoty, ciepła i spokoju, będzie się do niej garnąć z miłością i oddaniem. Jeśli ta ręka stanie się źródłem cierpień, pies wiedziony instynktem może stać się nieobliczalnym dzikusem.

Rany po ciosach zadanych ludzką ręką leczą się długo, a blizny pozostają na zawsze.
Przez fundację „Rottka” corocznie przewija się kilkadziesiąt psów, którym wolontariusze przywracają szanse na życie. W najlepszym razie są to psy oddawane do schronisk bo się znudziły, bo pojawił się w domu śliczny puszysty szczeniaczek, czasem dziecko. Do pojedynczych przypadków należą zdarzenia losowe jak śmierć czy choroba właścicieli. Najczęściej jednak psy trafiają do fundacji pobite, zagłodzone, maltretowane. Bywa, że wolontariusze przegrywają walkę o życie zwierząt.

Historie opisane poniżej nie są tymi najbardziej drastycznymi (bo przecież nie chodzi o epatowanie okrucieństwem), stanowią też niewielki odsetek psich dramatów, które dotykają przedstawicieli tej jednej rasy.

na początek

Zuzia

Piękna prawdziwa rottweilerka. Łagodna i kochająca do nieprzytomności. Na widok człowieka dostaje takich ataków radości, że aż trudno uwierzyć w jej historię. A jednak... Zuzia przez pierwszych pięć lat swojego życia była uwiązana na łańcuchu przy budzie. Obroża ocierając o jej szyję wytarła łyse placki. Najprawdopodobniej nie dojadała lub jadła byle co, o czym świadczą zdewastowane wprost stawy i zęby. Pewnego dnia właściciel Zuzi wyrzucił ją z samochodu. Trafiła do schroniska, uchodzącego za jedno z najgorszych w Polsce. Tam została pobita i skopana .Kiedy po dwóch tygodniach fundacja zabrała sunie, była ona w takim stanie, że właściwie powinna już nie żyć. Krótki pobyt w schronisku przypłaciła miesięcznym leczeniem w warszawskiej klinice weterynaryjnej i trzema poważnymi zabiegami. Obecnie Zuzia przebywa w domu tymczasowym. Będąc na półmetku swego życia nareszcie jest najedzona, czysta, wypieszczona i kochana. Nadrabia stracony czas.

na początek

Luna

Porzucona staruszka. Niepotrzebna, bo schorowana i wyniszczona po wielu porodach. Znaleziona w zaroślach koło schroniska przez przypadkowego przechodnia. Była tak słaba, że nie mogła stać o własnych siłach. Lekarze w krakowskim schronisku uratowali jej życie .W domu adopcyjnym spędziła półtora roku. Zmarła na raka.

na początek

Argos

Piękny rodowodowy rottweiler. Uległ wypadkowi, znaleziony na drodze, Z bardzo poważnymi obrażeniami trafił do schroniska. Po długim i skomplikowanym leczeniu, zdrowemu już psu szukano prawowitego właściciela. Ogłoszenia o pięknym rodowodowym psie spotkały się z dużym odzewem, niestety nikt nie potrafił udokumentować swojego prawa własności do psa. Argos do dziś przebywa w domu tymczasowym. Wymaga doświadczonych i odpowiedzialnych właścicieli.

na początek

Krona

Stara, kilkunastoletnia rottka. Rodowodowa. Jej właściciel podjechał pod schronisko porządnym samochodem, wyrzucił chorego psa i odjechał. Nie oddał, nie uśpił. Po prostu wyrzucił. Sunia prawdopodobnie wielokrotnie rodziła przysparzając dochodu swemu właścicielowi. Nigdy nie leczone zwyrodnienie kręgosłupa doprowadziło do niedowładu tylnych łap. Pomimo konsultacji u najlepszych specjalistów, sunia do końca swych dni pozostała na wpół unieruchomiona.
Przeżywszy kilka szczęśliwych miesięcy Krona zmarła na raka. Tych kilka miesięcy, o jak na kilkanaście lat jej życia tak niewiele. A jednak... Bezcenne.

na początek

Leoś

Piękny, rodowodowy olbrzym. Jego dramat zaczął się wtedy kiedy inne psy zaczynają nowe życie. Adoptowany przez – jak się wówczas wydawało – dobrych, rozsądnych ludzi. Adopcję poprzedziło kilka standardowych wizyt w przyszłym domu Leosia. Wszystko wskazywało na to, że do psa nareszcie los się uśmiecha. Że teraz będzie tylko lepiej. Niestety.
Leoś bardzo szybko znudził się nowym właścicielom. Postanowili (nie bacząc na zapisy w umowie adopcyjnej) wyrzucić psa z domu do małej nieocieplanej budy. Dalsze losy ślicznego Leosia możemy odtworzyć na podstawie wyników sekcji zwłok. Wykazała ona, że pies został zatłuczony na śmierć. Wcześniej – głodzony.

Fundacja skierowała sprawę do sądu. Być może adopcyjni właściciele Leosia odpowiedzą za bestialskie zamordowanie psa. Tylko co z tego?
Dla porządku należałoby wspomnieć jeszcze Wondera, niepotrzebnego już, bo stracił wzrok, sunię, wyrzuconą za karę, gdy zaszła w ciąże, skrajnie zachudzone Polę, Tosię, Sonię, staruszka Bossa i wiele innych.
Na szczęście znajduje się wielu ludzi dobrej woli, którzy nie kierując się przesądami, przygarniają dorosłe psy z przeszłością. Nie obawiają się, że złe doświadczenia wypaczają charaktery tych zwierząt.
Niektóre z tych zwierząt otrzymują szansę na godną śmierć. Inne – kilka miesięcy - czasem kilka lat - dobrego życia. Wszystkie – odbudowują swoją wiarę w człowieka.

Niedawno miał miejsce wypadek z udziałem rottweilera. Pies pogryzł małe dziecko. Niestety ze skutkiem śmiertelnym. To, co się wydarzyło jest przede wszystkim dramatem rodziny. Jest też jednak kolejnym, niezdanym przez nas, ludzi, egzaminem. Zawsze w takich razach obnażona zostaje nasza nieznajomość psiej natury, nieumiejętne wychowanie i postępowanie ze zwierzęciem. Każdy taki nieszczęśliwy wypadek staję się pożywką dla prasy brukowej, która epatuje krwawymi tytułami i takimiż zdjęciami ludożernych bestii.

Część opinii publicznej ulega tej sztucznie nakręcanej psychozie, przedstawiciele napiętnowanej rasy z dnia na dzień przestają być przyjaciółmi i członkami rodzin – nierzadko trafiają do schronisk.

Rottweiler, nie jest psem dla każdego. Inteligentny i silny, wymaga mądrego prowadzenia. Każdy błąd wychowawczy i niekonsekwencja właściciela może doprowadzić do tragicznego finału. Ale przede wszystkim jest to żywe stworzenie, czujące, cierpiące. I należy mu się szacunek i humanitarne traktowanie.

Więcej informacji o poprzednich adopcjach można znaleźć na forum:

na początek