Pod psem

Dodano: 2008-04-01 21:04:37 ostatnia aktualizacja: 2008-06-07 23:31:43

Polityka 25/2006 autor: Joanna Podgórska

Zwykle myśli się, że psy rasowe mają lepiej. To mit. Produkowane są fabrycznie, po jak najniższych kosztach. Nadprodukcja zasila schroniska. Psy mnoży się w Polsce bez opamiętania. Na rozwiązanie psiego problemu gminy wydają coraz więcej pieniędzy. Ale to nie znaczy, że zwierzętom jest lepiej. Zarabiają komercyjne schroniska, z których część to po prostu zakłady utylizacji psów.

Kiedy Piotr Mikuć zobaczył Milkę, był pewien, że nie żyje. Na śniegu leżał obciągnięty białą skórą szkielet. – Dogi nie kładą się na śniegu – mówi. Ale Milka nie mogła wstać. Miała 20 kg niedowagi, anemię, rany odleżynowe, była potwornie zapchlona. Gdy Mikuć wezwał policję, komendant przekonywał go, że pies „nie ma źle”, na dworze jest tylko w dzień, na noc zamykają ją w piwnicy. Na szczęście miał odznakę inspektora weterynaryjnego, więc bez dalszych dyskusji zabrał Milkę właścicielom. Piotr Mikuć jest lekarzem weterynarii, a przy klinice prowadzi małą hodowlę dogów. Sprzedał Milkę półtora roku temu i będąc w okolicy chciał sprawdzić, jak się ma.

Fakt, że hodowca interesuje się losem sprzedanych przez siebie zwierząt, nie jest regułą. Żeby pies miał rodowód, hodowca musi być zrzeszony w Związku Kynologicznym i przestrzegać restrykcyjnych zasad. Szczeniaki są wówczas drogie, ale zysk niewielki z powodu wysokich kosztów (dobra karma, leczenie, szczepienia, odżywki, wystawy), dla większości rzetelnych hodowców jest to raczej hobby lub dodatkowa działalność. Za nieprzestrzeganie reguł grozi wykluczenie ze Związku. Ale po pierwsze – reguły można omijać, po drugie – kontrole są rzadkie (obowiązkowe są tylko kontrole miotów, bez których nie dostanie się metryki), po trzecie – przypadki wykluczenia są skrajnie rzadkie, po czwarte wreszcie – można nie należeć do Związku i produkować psy bez rodowodu, półrasowe, ćwierćrasowe, w typie rasy itd. I wtedy można już wszystko. Teoretycznie suki nie powinno się dopuszczać częściej niż raz w roku. Ale można przy każdej cieczce, żeby uzyskać jak najwięcej miotów, aż padnie z wycieńczenia. Można karmić byle czym, nie leczyć, nie szczepić, sfałszować książeczkę zdrowia, trzymać zwierzęta w klatkach, w budach, na działkach, w piwnicach.

– Na hodowlę nie trzeba mieć licencji, nie ma kontroli ani ewidencji – mówi Tadeusz Wypych z Fundacji Azylu pod Psim Aniołem. – Można robić, co się chce. Facetowi w Lubelskiem padła hodowla nutrii, to w tych samych klatkach zaprowadził hodowlę yorków.

Od kilku lat w lokalnej prasie ukazuje się coraz więcej relacji z makabrycznych fabryk psów. Rok 2002. Łask – wielorasowa hodowla. Gdy przez kilka tygodni do psów nikt nie zaglądał, mieszkańcy zawiadomili policję. Osiem psów już nie żyło, pięć skrajnie wyczerpanych odebrano, przeżyły trzy. Suwałki – podobna sprawa. Psów nie karmiono co najmniej miesiąc. Połowa padła. Sąd nałożył na właściciela 2 tys. zł grzywny i zakaz działalności hodowlanej na 3 lata. Poznań – 20 sznaucerów trzymanych w mieszkaniu w bloku. Rok 2003. Białystok – na działce niezadaszone boksy metr na pół metra, a w nich po dwa psy. Rok 2004. Bałdrzychów – kobieta, która kupiła szczeniaka, zaalarmowała TOZ, bo pies wyglądał jak szkielet obciągnięty skórą, był zarobaczony i zagrzybiony. Po interwencji okazało się, że reszta psów jest w takim samym stanie. Właściciel był zrzeszony w Związku. Rok 2005 – głośna likwidacja hodowli w Otwocku. Było tam 60 psów hodowanych do walk, niektóre w strasznym stanie, pokaleczone, na wpół zagryzione. Rok 2006 – TOZ, Animalsi i przedstawiciel Związku Kynologicznego odebrali psy z hodowli, która nie spełniała żadnych warunków (niezabezpieczone przed wiatrem i deszczem boksy, psy źle karmione i zarobaczone). Właścicielka uważa, że może nie było idealnie, ale psom nic nie zagrażało, a Związek – zamiast jej pomóc – dokonał samosądu.

Coraz głośniejsza jest sprawa hurtowni działającej w Starym Polesiu niedaleko Warszawy. Właściciel na internetowych aukcjach oferuje psy wszelkich ras. Nabywców nie wpuszcza na teren hodowli, spotyka się z nimi na mieście albo wynosi szczeniaki przed bramę. Jeden z internautów pisze, że kupiony tam szczeniak już pierwszego dnia trafił do kliniki w ciężkim stanie. Kobieta, która zamówiła telefonicznie trzymiesięczną suczkę rasy golden retriever, odebrała osowiałego, przerażonego szczeniaka, który potem okazał się samcem, mieszanką golden retrievera z owczarkiem podhalańskim. Pies miał przepuklinę, został zbyt wcześnie odłączony od matki, źle przyswajał pokarm.

Pełna wersja artykułu dostępna w papierowym wydaniu "Polityki". Źródło: Polityka.pl

na początek